Witajcie kochani! Tak jak obiecałam, publikuję wywiad przeprowadzony z
władcą tamtej krainy. Mam nadzieję, że znajdziecie odpowiedzi na
nurtujące Was pytania!
- Ogromnie się cieszę, że zgodził się Pan na rozmowę.
Joshua Aplait: Cała przyjemność po mojej stronie. To ja się cieszę, że możemy być inspiracją dla państw z przyszłości.
- Proszę mi powiedzieć, jak Pan postrzega swój kraj?
J.A.: Urodziłem się w czasach, gdy panowała już utopia, więc trudno jest mi wyobrazić
sobie czasy sprzed jej istnienia. Moi dziadkowie jednak często
opowiadali mi mnóstwo historii, także jestem w stanie w jakimś stopniu
porównać te dwa skrajnie różne światy. Cieszę się, że poprzednie pokolenia
pracowały, abyśmy teraz mieli tutaj praktycznie arkadię. I tak właśnie
jest. Być może Wam trudno jest sobie to wyobrazić, ale tutaj faktycznie
funkcjonujemy w utopii. Jestem dumny, że jestem częścią tego pięknego
kraju.
- Owszem, spędziłam tutaj jedynie kilka dni, ale nie mogę się z Panem
nie zgodzić. Czy zatem jest coś, co chciałby Pan zmienić w swoim kraju?
J.A.: Nie sądzę. Jesteśmy w pełni zadowoleni ze swojego życia. Przez
lata dążyliśmy do tego, a teraz, gdy konieczne zmiany w końcu nastąpiły,
naszym celem jest jedynie utrzymanie tego i pomaganie naszym sąsiadom w
uzyskaniu tego samego.
- Zatem nie jesteście jedynym takim krajem?
J.A.: Nie. Jesteśmy jedynie najbardziej utopijnie rozwiniętym, ale
niedługo cały nasz świat stanie się rajem. Poniekąd tak już jest, jednak
staramy się, mówiąc potocznie, dopiąć wszystko na ostatni guzik.
- Mam nadzieję, że takie myślenie w końcu zapanuje również u nas, w przyszłości. Jedno mnie nurtuje, mianowicie: czy człowiek żyjący w świecie
idealnym, gdzie nikt nie popełnia błędów, może się czegoś nauczyć i
rozwinąć?
J.A.: Ależ oczywiście, że tak! Każdego dnia uczymy się od siebie
nawzajem, doskonalimy wewnętrznie. To nigdy się nie zakończy,
niezależnie od otoczenia, w jakim będziemy żyli. Lubimy czuć związek z
naturą, często medytujemy, ale także obserwujemy przyrodę.
Samodoskonalenie jest procesem nieprzerywalnym.
- Czy Pana zdaniem Aplait nie jest jedynie złudnym marzeniem o przepięknym życiu, które lada moment może runąć?
J.A.: Być może Wy tak to odbieracie, ale my, mieszkańcy Aplaitu nie
traktujemy naszego świata jako mylnej warstwy pokrywającej brudną
rzeczywistość. To coś więcej, sięgające wgłąb nas i naszej ziemi,
zakorzenione głęboko w naszych umysłach i przeplatające się z naturą.
Długo pracowaliśmy na taki efekt, jednak nie sądzę by był on tymczasowy.
Zbyt mocno jesteśmy z nim związani, zbyt przyzwyczajeni, zbyt
zadowoleni z niego.
- Proszę mi powiedzieć, jakie zatem są plusy i minusy takiego życia?
J.A.: To moja codzienność, więc chyba musiałbym dłużej się nad tym
zastanowić. Żyjemy praktycznie w raju, w dostatku, szczęściu. Bez wojen, w
spokoju i w zgodzie z naturą. Każda z tych rzeczy bez wątpienia jest
zaletą. Czy są jakieś wady? Nie wiem, może niedługo dojdziemy do stanu
"przedobrzenia". Staniemy się zbyt idealni, zbyt dobrzy i łagodni. Może
kiedyś to nas zniszczy, albo świat, w którym żyjemy. Uważam jednak że
przyszłość zależy tylko od nas, a jeżeli tak jest to nigdy do tego nie
dopuścimy.
- A jak traktują Pana pozostali obywatele?
J.A.: Sądzę, że są ze mnie zadowoleni (śmiech). Nie mam dużej władzy,
bardziej sprawuję pieczę nad tym państwem niż nim rządzę. Jak Pani
zapewne wie, każdy tutaj ma bezpośredni wpływ na politykę. Ja jedynie
dbam, aby było to możliwe. Na pewno nie jestem wywyższany ponad resztę
społeczności, bo jest to sprzeczne z naszymi zasadami. Jestem taki sam
jak oni.
- Żyje Pan w zupełnie odmiennym świecie od naszego, ale czy Pańska rola różni się od typowego władcy?
J.A.: Zacznijmy od wyjaśnienia, że u nas władca nie sprawuje jako takiej władzy. Mam wpływ na państwo, ale taki sam jak i reszta mieszkańców. Jak
powiedziałem wyżej, dbam aby zasady naszego małego świata były
przestrzegane, ale jak do tej pory nie było takiej konieczności.
- Nie czuje Pan, że władza Pana ogranicza?
J.A.: Nie. W zasadzie nie posiadam jej w takim sensie, jak Wy to
rozumiecie. Ona mnie nie ogranicza, tak jak ja nie sprawuję jej nad
innymi. Wiem, to skomplikowane, jednakże dla nas nie stanowi to czegoś
niezrozumiałego.
- Jakie są Pańskim zdaniem cechy, które powinien posiadać dobry władca?
J.A.: Przede wszystkim powinien słuchać, mieć oczy i uszy szeroko
otwarte, być wyczulonym na prośby i żale swoich poddanych. Nie powinien
traktować ich przedmiotowo, a jako równych sobie, darzyć ich zaufaniem,
bo to działa w obie strony. I kolejne, nie powinien uważać się za
idealnego, a swoje państwo za najważniejsze, bo to prędzej czy później
doprowadzi do zguby. W zasadzie są to cechy, które powinien posiadać
każdy człowiek. Nie traćmy swojego człowieczeństwa, traktujmy ludzi jako
swoich przyjaciół i nie uważajmy się za najlepszych. Czyńmy swoje
otoczenie przyjemnym, pięknym i szczęśliwym, takimi też będziemy się
czuli.
- Może ma Pan jakieś rady dla naszych polityków?
J.A.: Przede wszystkim nie bądźcie zachłanni. Nie kierujcie się
bogactwem ani rzeczami materialnymi, bo gdy nie zależy Wam na państwie,
ono długo nie przetrwa. Zapewnijcie godne życie swoim obywatelom,
szanujcie ich, a oni z pewnością obdarzą was zaufaniem.
- Bardzo Panu dziękuję i mam nadzieję, że Pańskie słowa zmuszą do zmiany myślenia niejednego.
Utopia - mrzonki czy rzeczywistość?
To nie takie proste opisać, jak funkcjonuje tamten świat. Jest tak skrajnie różny od naszego, że wręcz trudno ująć to słowami.
Parada miała na celu nie tylko wspomnienie wielkiej postaci, jaką był
Eloe Rawashi (wprowadził podstawy utopii w życie i tak doprowadził
do powstania Aplait), ale również przypomnienie dla całej tamtejszej
społeczności trudności, jakie pokonali, aby zapewnić na swojej ziemi
raj, jak i również postaw, które za niego odpowiadają i warunkują
arkadię.
Szybko udało mi się wtopić w tłum. Firma, która zaoferowała mi
uczestnictwo w tym niesamowitym przeżyciu, zapewniła mi również strój
dopasowany do tamtych realiów. Muszę przyznać, że suknia była piękna,
kolorowa i człowiek w niej czuł się po prostu szczęśliwy.
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, gdy patrzyłam na ten ogromny tłum,
to mnogość koloru i piękne, zdobne stroje. Od lewej do prawej, bez
znaczenia gdzie spojrzałam wręcz czułam ukłucie zazdrości. Nie było tam
podziałów. Być może tak tylko to wyglądało na paradzie, jednak po
rozmowie z mieszkańcami nie miałam już wątpliwości. Ishua, bo tak miał
na imię jeden z nich, opowiedział mi, że kiedyś ich kraina była
podzielona na kasty, jednak wraz z upływem czasu zanikały. Ich starania
opłaciły się, bowiem teraz nawet życie biednych rodzin z Zaspos nie
różni się od ówczesnej arystokracji. Widać to nie tylko po ich
ubraniach, również stylu życia, wykształceniu (tak, odsetek analfabetów
wynosi tam 0!) i zachowaniu.
Zostałam zaproszona na obiad do jednej z tamtejszych rodzin (ich
gościnność praktycznie mnie zawstydzała), gdzie bardzo chętnie
opowiedzieli mi o warunkach w jakich żyją i ich otoczeniu. Dowiedziałam
się, że każdemu bez wyjątku przysługują te same prawa i każdy może
bezpośrednio wpływać na politykę. Co prawda, pieczę nad nią sprawuje
ktoś w rodzaju władcy, jednakże on bardziej opiekuje się nią (o ile mogę
tak się wyrazić), niż faktycznie decyduje za wszystkich. Panuje tam coś
podobnego do naszej demokracji, jednakże dużo bardziej ulepszone i
dopracowane. Przyznam, że daje to pewną nadzieję na jej rozwój także u
nas, bo, nie oszukujmy się, nasz ustrój nie jest idealny.
Ogólna równość społeczeństwa uwarunkowana jest przez jeszcze kolejną rzecz -
nie ma tam bezrobocia. Każdy ma zapewnioną pracę i to nie taką, ot, żeby
zapełnić luki. Tam ludzie realizują się, spełniają marzenia, pracują w
zawodzie, który kochają i to widać. Nie wracają zmęczeni, a dzień zaczynają z uśmiechem na twarzy. To naprawdę niesamowite. To dla
nich pasja, która nie tylko zapewnia im utrzymanie, ale powoduje
atmosferę, w której aż chce się przebywać.
Coś w tych nastrojach jest, bo kłótnie są praktycznie niezauważalne.
Drobne sprzeczki rozchodzą się niczym w powietrzu. Tam nie ma potrzeby
spierania się, bójek czy niszczenia siebie nawzajem.
Gdybyśmy chcieli wprowadzić coś takiego do naszego świata, zapewne
byłoby to niemożliwe. To inny sposób wychowania, myślenia, zupełnie inny
charakter. Powinniśmy się od nich uczyć życzliwości i gościnności.
Byłam wręcz onieśmielona ich ciepłym przyjęciem mnie, bo od początku
traktowali mnie jak swojego zaginionego członka rodziny. Ludzie
pozdrawiają się na ulicy, machają do siebie i przytulają się na
powitanie, nawet jeżeli wcześniej się nie znali.
Funkcjonuje tam
niesamowita sieć pomocy, która teoretycznie nie ma prawa istnieć, a
działa wyśmienicie. Mieszkańcy po prostu czerpią przyjemność z pomagania sobie nawzajem, bez różnicy czy jest to podanie aktualnej godziny,
pożyczenie jakiegokolwiek narzędzia czy znalezienie zaginionego
zwierzątka.
Apropo zwierząt! Ach, żebyśmy i my mieli takie podejście do nich! Nie
mogę odmówić niektórym dobrego traktowania zwierząt, ale ileż to razy
słyszymy okropne historie. Tam zwierzęta traktowane są jak członkowie
rodziny. Nie funkcjonują tam schroniska, bo każde ma swój własny dom,
gdzie jest kochane, bezpieczne i najedzone. Z kotami czy psami można bez
problemu wejść wszędzie, a konie czy inne pociągowe zwierzęta nie są
zmuszane do wycieńczającej pracy.
Chroniona jest także przyroda, szanowana zarówno fauna i flora. Chociaż
czasy jakie u nich panują są poniekąd odwzorowaniem naszej przeszłości,
jak na tamte warunki natura ma się zdecydowanie lepiej. Pokusiłabym się
nawet o stwierdzenie, że nawet my, z całą naszą rozwiniętą technologią i
możliwościami, nie bylibyśmy w stanie tak o nią dbać.
Pierwsze wrażenie
Ogromnie Was przepraszam za długą nieobecność, ale cóż... to faktycznie
była przeszłość! Nic, żadnej komunikacji, telefonów, internetu.
Praktycznie niewyobrażalne. Jak tak teraz myślę to jestem wdzięczna, że w
ogóle udało mi się stamtąd wrócić!
Jednakże, wrażenia, jakie pozostały stamtąd są nie do opisania, naprawdę!
Jakby sama przeszłość nie była wystarczająca, tamto niesamowite miejsce to naprawdę raj!
Gdyby ktoś powiedział mi wcześniej, że utopia może faktycznie istnieć i to bez żadnych przeszkód, nie uwierzyłabym. A jednak...
Sama podróż nie różniła się zbytnio od naszych, codziennych
teleporterów. Ot, zwykła machina, która przenosi Cię nie z miejsca na
miejsce, a z czasów naszych do przeszłych. Niesamowite prawda? Być może
byłam swego rodzaju królikiem doświadczalnym, ale było warto. Część
naszych polityków bez wątpienia zyskałoby na takiej wycieczce. To
niesamowite, jak łatwo można zmieniać świat.
Trafiłam akurat w sam środek parady. Tak, co roku organizowana jest
wielka parada obejmująca całe trzy sąsiednie, można powiedzieć "kraje",
chociaż w rzeczywistości Aplait to jedna wielka kraina mlekiem i miodem
płynąca. Prawie dosłownie.
Podczas tego niesamowitego marszu rozciągającego się na tysiącach
kilometrów, miliony mieszkańców chwalą swoją rajską ojczyznę.
Faktycznie, tam jest prawie jak w raju.
Tutaj nie tylko wszyscy są równi, panuje ogólna sprawiedliwość, a
ludność nie zna czegoś takiego jak "choroby', które przytłaczają dla odmiany nasz świat. Tutaj jest również
zupełnie odmienny sposób myślenia. Nie ma pytań bez odpowiedzi. Nie ma
zwątpień, błądzenia, smutku i nieszczęścia. Dla nas, ludu zmęczonego
życiem, technologią i wyścigiem szczurów wydaje się to niemożliwe.
Mimo że Aplait wyraźnie odwzorowywało naszą przeszłość, nieco
zagubioną między epokami, ale wciąż przeszłość, to jednak było nieco
unowocześnione. Spędziłam tam cały tydzień i codziennie odkrywałam
kolejną niezwykłą cechę tego "państwa". Gorąco wierzę, że jeżeli wszyscy
zwrócimy na to uwagę, to i my możemy doprowadzić naszą własną utopię do
istnienia.
W kolejnych postach oczekujcie szczegółowej relacji wraz ze zdjęciami - tak, telefon wciąż tam działał!
Kuriozalna propozycja
Nigdy więcej pociągów, a tym bardziej z lat 20. Moja pasja powoli przeradza się w nienawiść, gdy ilość robotoidów z każdą chwilą podwaja się i potraja.
Niemniej, siedząc w pociągu i jadąc do Ventez na spotkanie z Noelani
Sheahan w sprawie, o której już za chwilę się dowiecie, rozmyślałam o
naszej rzeczywistości. Wiecie, spojrzenie utkwione we własne buty i
myśli błądzące gdzieś za horyzontem.
Jak wygląda świat, w którym żyjemy? Dlaczego tak a nie inaczej? Co mogę
ja, jednostka, zmienić? Cóż, walka z wiatrakami, to prawda. Jednak
biorąc pod uwagę propozycję, jaką dostałam kilka dni temu...
Nie wahałam się. Być może to dla Was dziwne, może nie, w końcu żyjemy w specyficznych czasach.
Kilka dni temu dostałam telefon od założycielki TBL, Noelani Sheahan.
Zaprosiła mnie na spotkanie i zaproponowała teleportację w przeszłość.
Prawie zaśmiałam jej się w twarz, gdy zaczęła opowiadać mi o
alternatywnej przeszłości, gdzie wszystko jest sprawiedliwe, wolne i
idealne. Brzmi niewyobrażalnie i wręcz śmiesznie, jednak z każdą chwilą
zaczynało nabierać to dla mnie sensu. Skoro technologia daje nam takie
możliwości to dlaczego by nie spróbować?
Koniec końców wchodzę właśnie do biura głównego TBL w Ventez i szykuję się do podróży w czasie.










